..I MORELE BAKS!

 

 

 

Dziecko wyznacza miejsce w duszy – o ile zgodzimy się na duszę jako na coś, co jest, jako na realne miejsce. To miejsce nazywa się Arkadia. To jasne, że dzieciństwo nie jest krainą szczęśliwości. Że cierpienie z powodu straty pluszaka, z powodu „nie kocham cię” mamy – jest szczersze i głębsze niż nasze bóle zadawane nam przez nasze konkrety – zawodowe, rodzinne, polityczne, towarzyskie.

 

Bo w Arkadii co innego jest konkretem, a co innego złudą. Powinniśmy się nauczyć tego języka, w którym słowo dotyka, przykleja się do mnie, do świata, do wyobraźni, w którym świat to nieustający magiczny spektakl nowości. A język, oprócz racjonalnej funkcji informacyjnej, podejrzanej moralnie funkcji perswazyjnej, wyrażającej odruchy wątroby funkcji ekspresywnej i kuszącej plotkarsko funkcji prezentatywnej – pełni jeszcze funkcję najważniejszą: magiczną, kreacyjną, stwarzającą jasne i ciemne prawdy.

 

Zacząć wypada od najdziecinniejszego języka, od wyliczanki: ene due like fake, torba borba usme smake, deus meus meus kosmateus...

 

 

 

Warsztaty mają na celu pokazać, jak, wychodząc poza klasyczne metody szkolne, kształtować i doskonalić umiejętność tworzenia tekstu (w mowie i w piśmie, i – przede wszystkim – w akcie rzeczywistej komunikacji). Język ma duszę i ciało, to znaczy sens i dźwięk. Jednym z celów warsztatów jest pokazać, że język to jedność duszy i ciała i że w doświadczeniu tej jedności tkwi źródło językowej wyobraźni i kreacji.

 

Wojciech Czaplewski

 

 

 

 

 

Ślad dziecka

 

 

 

Glina może być surowcem, za pomocą którego da się wyrazić wszystko to, czego nie można wyrazić werbalnie, czy w inny sposób. Materiał pierwotny, który przybliża nas do natury. Wracamy do korzeni, powróćmy tym samym do naszego dzieciństwa.  Właściwości gliny, która pozwala z łatwością się modelować, pozwalają na przetransformowanie myśli, ulotnej chwili, wspomnienia w materię. Odzwierciedli zarówno to, co wyraźnie uświadomione, jak i to co  intuicyjne. Łatwo z niej budować, a także zniszczyć to, co się zbudowało, uformować z tego bryłę i budować na nowo. Bawmy się, poczujmy się jak dzieci z ich swobodą i radością tworzenia, a „zabawę trzeba traktować poważnie, bo nie istnieje lepsza metoda uczenia się” (A.Stern). Samo tworzenie naznaczone jest niepewnością efektu, konfrontacja z kształtem i technologią może stawiać wyzwania. A potem… suszenie w warunkach optymalnych i „cieplarnianych”. Wspólna budowa pieca węgierskiego i oczekiwanie na zakończenie procesu skupione wokół ognia i wspólnej biesiady. Co powstanie? „Jeśli dzieci zostawia się w ich żywiole, zabawie, są bez wyjątku genialne” (A.Stern) Poczujmy się genialni – poczujmy się jak dzieci.

Podczas warsztatów:
Zapoznamy się z podstawowymi operacjami technologicznymi: sposoby pozyskiwania gliny, samodzielne wyrabianie i odpowietrzanie gliny, modelowanie w glinie, sposoby łączenia elementów, przechowywanie, wypał i suszenie gliny, techniki zdobienia.
Omówione zostaną także podstawowe narzędzia (nazwy i sposoby ich wykorzystania).
Poznamy sposoby wykorzystania gliny (ceramika artystyczna, ceramika użytkowa).
Przy tym będziemy dobrze się bawić i przetwarzać myśl na materię.

 

Agnieszka Małaszko

 

 

 

Zabawa. Poważne miesza się z niepoważnym. I co z tego wynika?

Spotkanie dziecko - dorosły. Dziecko przede wszystkim chce i potrzebuje się bawić. Dorosły ma natłok odpowiedzialności, zadań, spraw do przemyślenia, ogarnięcia i często zabawa to ostatnia rzecz na jaką ma w sobie przestrzeń i ochotę. Psychologowie badający procesy uczenia się dowodzą, że niepoważna, beztroska, błaha w swej istocie zabawa służy poważnym celom. Dla dzieci mało jest tak poważnych zajęć, jak zabawa… Dla dorosłych zabawa to niepoważna sprawa.
O co chodzi z tą zabawą? Po po co dorosły ma się bawić, skoro już wydoroślał? Skoro nabył wiedzy i doświadczenia, sprofesjonalizował się, przeszedł swoje, swoje wie, zesztywniał. Dlaczego powinien się bawić, skoro w ramach swoich odpowiedzialności ma inne zadania i priorytety? Po co ma się bawić tym, co w istocie swej jest poważne? I jak ma się bawić, kiedy przytłoczony swoją codziennością myśli o tym, żeby zrobić, co ma zrobić i żeby wszyscy dali mu święty spokój?
A może ten święty spokój (i coś jeszcze) można odnaleźć w zabawie? Może zabawa, to coś zupełnie innego i znacznie ważniejszego niż potocznie myślimy? Może zabawa, to szczególny stan ducha i umysłu? Przestrzeń do spotkania samego siebie? Wyjątkowa i niezbywalna przestrzeń, w której może spotkać się dziecko i dorosły?
Na warsztat zapraszam tych, którzy chcą rozważyć te i inne paradoksy zabawy. I... o zgrozo... pobawić się (!!!). A poprzez zabawę poszukać sposobów na to, jak w zgodzie ze sobą i z własnymi odpowiedzialnościami, zadaniami i emocjami uwalniać potencjał swój i  potencjał dzieci, z którymi się pracuje.
 
Homo ludens. Człowiek bawiący się. Czyli kto?
Atrybutami naszej zabawy będą materiały i substancje proste, pospolite. Te, które znajdujemy w codzienności. W domu i wokół domu. Przede wszystkim rozmaite rupiecie i przedmioty codziennego użytku z kuchni, łazienki i graciarni. Ale też woda i kamienie. Przypatrzymy się im i pomyślimy, jak je spożytkować. Żeby wyostrzyć zmysły i odczuwanie, podziałamy plastycznie. Naszymi przewodnikami będzie kilka postaci w całkiem poważnym wieku, które całkiem poważnie traktowały zabawę.
 
Jaką wiedzę i umiejętności zdobędą uczestnicy warsztatów?
•    dowiedzą się, jak wieloaspektowo postrzegają zabawę współcześni psychologowie, neurodydaktycy i edukatorzy,
•    doświadczą siebie w niepoważnej/poważnej zabawie i sprawdzą, jak się w tym czują i co z tego dla nich wynika;
•    poznają 3 sposoby :) na to, jak w praktyce nauczycielskiej mieszać poważne z niepoważnym i to, co pozornie nie do połączenia np. polski z fizyką,  filozofię z matematyką, historię z plastyką, muzykę z techniką;
•    przekonają się, że od czasu do czasu warto przynieść łyżkę durszlakową i inny jakiś rupieć na lekcję polskiego, mąkę ziemniaczaną na fizykę, trochę poezji na geografię a na plastykę piankę do golenia i stary odkurzacz,
•    zainspirują się do takiego kształtowania pracy z dzieckiem, by w praktyce dnia codziennego zadziała się zabawa - tak dla dziecka, jak i dla dorosłego.Z całym dobrodziejstwem, które z tego wyniknie.
 
Ps. Dwie prośby do uczestników warsztatów.
Proszę, przybądźcie z jakimś niewielkim rupieciem. Co to jest rupieć? Jakiś grat, gruchot. Coś zepsutego, co już do niczego się nie przyda, a co można rozkręcić. Albo jakieś badziewie, dziadostwo, staroć - coś już bezużytecznego, bo wymyślono coś technologicznie doskonalszego. Co na przykład? Stary telefon, klawiatura, suszarka do włosów, zegarek, myszka do komputera, żelazko, latarka, tablet, klucze, które już nie pasują do żadnego zamka, kłódki, do których nie ma już kluczy, widelec z wyłamanym zębem itd. itp.
I prośba druga. Weźcie ze sobą zwykły t-shirt (bez nadruków), którego nie będzie Wam żal trochę odmienić.
Dorota Piszczatowska