Chodź, pomaluj mój świat

Interaktywny mural w Złocieńcu

 

 

Od pierwszego dnia tzn.  - 08. 09. 2016 r. - w sali widowiskowej Złocienieckiego Ośrodka Kultury pełni zapału przystąpiliśmy do pracy. Integracja całego zespołu zarówno grupy muzycznej jak i plastycznej przebiegała w sympatycznej atmosferze. Dzieciaki ze Szkoły Podstawowej nr 1: Weronika Palińska, Ania Szachewicz, Sandra Kot, Zuzia Ramza bardzo szybko zawarli znajomości z licealistami z ZSP im. Wł. Andersa: Kasią Mazur, Kamilą Szymkiewicz, Martą Skrzypek, Oliwią Bartnik, Zuzią Rutkowską, Paulą Ciechomską, Zuzią Kałamarz, Alą Pawlak, Wiki Senkowską. To czym jest mural, by można było nazwać go muralem, dowiedzieliśmy się od dr. Radosława Barka – twórcy muralu na Śródce w Poznaniu. Najcenniejszą wskazówką, która przypadła do serc były słowa: „Mural powinien współgrać z otoczeniem tak, by tło jakim jest otoczenie tworzyło jeden obraz”. Wędrówka do miejsca, w którym miał powstać mural - płotal przy ul. Włókienniczej uliczkami naszego miasteczka wzbogacona o opowieści i legendy opowiedziane przez Joannę Turczyn stała się źródłem inspiracji dla młodych artystów. Pomysłów było tyle ilu uczestników.

Ustaliliśmy także terminy spotkań na realizację inicjatywy, wyznaczyliśmy cele, wymieniliśmy się kontaktami, ustalając zasadę komunikacji, tak by była czytelna i nie naruszała prywatności. Dwóch licealistów i jeden trzecioklasista będący na jednym tylko spotkaniu, nie czuli się na siłach, by przystąpić do realizacji projektu. 13 osób z zaplanowanej dwudziestki systematycznie uczęszczało na spotkania. Pozyskana wiedza od R. Barka została pogłębiona o warsztaty plastyczne prowadzone przez Dorotę Izdebską - plastyka. Młodzi twórcy starali się ją wykorzystać podczas tworzenia projektów w skali. Kartka chłonęła niczym gąbka. Utworzenie kompozycji z projektów było nie lada wyzwaniem, o wiele trudniejszym niż wypełnienie projektów kolorem. Tu grupa wykazała się niezwykłą kreatywnością. Wspólna decyzja, by powstało pradawne miasteczko Złocieniec, wypłynęła samoistnie. Okazała się strzałem w dziesiątkę.  

Nieoceniona pomoc Doroty Izdebskiej nastąpiła w momencie przenoszenia projektów na płot. Wówczas wszyscy zdali sobie sprawę, jak ogromną przestań mają do zapełnienia. Chłód nie był w stanie ostudzić zapału twórców. Dopiero mur nauczył pokory.

Ogromną pomoc wniósł pan, którego życzeniem było pozostać anonimowym. Zarośnięte chwastami, sięgającymi niemalże do połowy płotu miejsce, uniemożliwiało przystąpienie od razu do pracy. Trawa została przez niego przycięta, płot wyczyszczony karcherem i położył unigrunt. Powierzchnia, struktura płotu sprawiły, że mały uczył się od dużego, a duży od małego. Zdali sobie sprawę z tego, że tylko razem mogą coś stworzyć, nie odbierając własnego indywidualnego spojrzenia na całość. Pierwsze rysunki na płocie pod okiem plastyka – Doroty Izdebskiej pojawiły się zgodnie z planem i jeszcze tego samego dnia część z nich zostały pokolorowane. Słońce sprzyjało nam od samego rana do późnego wieczoru. Powoli zaczęło się pojawiać miasteczko Złocieniec, ale to wyobrażone po wysłuchanych legendach. Obraz powoli stawał się tłem do legend o Złocieńcu.

Pod kierunkiem Joanny Turczyn upływały  kolejne dni na malowaniu płotu. Kiedy już wydawało się, że wygrał, to wspólne wejrzenie obalało przeszkodę, rodziło kolejny pomysł.  Wspaniałe było doświadczenie, gdy do pomocy przy malowaniu włączyli się rodzice trzecioklasistek. Staraliśmy się wykorzystać jak najlepiej strukturę płotu, i jak najlepiej wkomponować obraz w otoczenie, mając na uwadze słowa R. Barka i własne wyobrażenia. Ponadto swoje uwagi przekazywała nam Dorota Izdebska, z którą się konsultowałyśmy.

Płot czasami wydawał się zbyt mały, by pomieścić wszystkie pomysły. Burza mózgów – co zrobić, argumentacja umożliwiła konstruktywne rozwiązanie. Tak było na przykład z namalowanym spontanicznie kwiatkiem. Miał być baśniowy, surrealistyczny i był. Tylko ni jak się miał do całości. Zauważyła to Marta, która wyjaśniła, pozostałym, że lepiej będzie, gdy zamiast niego pojawi się inny obraz. Wówczas Ania – trzecioklasistka napomknęła – Słuchajcie, fajnie, gdyby był tam stary rower! Taki  z jednym kołem. Przypadło do gustu pozostałym i tak pojawił się bicykl. Bywało również i tak, że początkowo namalowany obraz trzeba było zmienić. Po wyschnięciu farby na płocie nie było już efektu świeżości. Kolory następnego dnia były szare, ponure, wręcz inne od zamierzonych. (film w załączeniu ukazuje malowanie zachodu słońca – Joanna Turczyn). Niezapomnianym przeżyciem było namalowanie przez dziewczyny psa. Dziewczyny wymyśliły dla niego imię – As. Koniecznie chciały uwiecznić jego na płocie. Wymyśliły sobie, że ma być podobny do tego, który witał ich każdego dnia za płotem, szczekał i merdał radośnie na powitanie, póki właściciel nie odprowadził do kojca. Obraz ze względów bezpieczeństwa namalowały, patrząc na zdjęcie.

Trochę baliśmy się, że farba nie pokryje dobrze i będzie przebijała zieleń. Ale udało się!

A skoro udał się As, to również musiał być kot i to koniecznie na drzewie. Zuziowy, szary z zielonymi oczkami. I tak zamiast kot wleźć na płot, wlazł na drzewo.

O tym, jak ogromny wpływ na nasze samopoczucie ma otoczenie, mogliśmy się przekonać już podczas tworzenia muralu. Refleksje można było niejednokrotnie usłyszeć podczas rozmów przechodniów wzdłuż malowanego płotu. Słyszeliśmy pytania: Czy będą kolejne murale w Złocieńcu? Podziękowania: Świetnie! W końcu i w naszym miasteczku jest barwnie, dziękujemy! Pochwały: Jak pięknie! Świetnie wyczarowałyście miasteczko na płocie! Oraz troskę: Nie jest Wam zimno? A może, jesteście głodne?  To dodawało licealistkom skrzydeł do dalszej pracy. (film – wywiady Alicji Pawlak w załączeniu)

Do pracy nad muralem czynnie włączyli się przedsiębiorcy. Tu należą się szczególne podziękowania Pani Kamili Włodarczyk właścicielka zakładu fryzjerskiego umożliwiała pobieranie wody, Panu Bogusławowi Udyczowi i pracownikom hurtowni DOMINO – udostępnili nam lokum na niezbędne materiały: farby, pędzle. Podarowali barwniki. Panu Andrzejowi Tobiaszowi – czerpaliśmy prąd podczas czyszczenia mury i podczas spotkania, Panu Hubertowi Makarze – podarował nieodpłatnie jaskółki, które zawisły na pięciolinii.

Przechodnie częstowali dzieci i młodzież słodyczami. Właściciel płotu przyciął tuje, by jeszcze piękniej się prezentowały. Zadziwiające jest także i to, że jakby mniej śmieci jest obecnie przy płocie. Ponad dwa tygodnie wspólnej pracy na świeżym powietrzu zacieśniło więzi pomiędzy uczestniczkami. Trzecioklasistki bez problemu nawiązały kontakt z licealistkami. Motywacja, tworzenie miłego nastroju, radzenie sobie z emocjami, były widoczne, gdy deszcz psuł obraz i trzeba było go poprawić, gdy zmęczenie dekoncentrowało tak mocno, że brakowało koncepcji – co dalej? Dziewczyny otwarte na potrzeby drugiego służyły pomocą. Okazało się, że wśród trzecioklasistek można znaleźć bratnią duszę. Kiedy Zuzia przyszła malować płot i na twarzy widoczny był smutek, Werka rozśmieszyła tę do łez i smutek prysł. I na odwrót – licealista wspierał młodszego. Kiedy Sandra niepewnie tworzyła domek, Kasia podeszła z pochwałą – cudny pomysł z tym domkiem! Sandrze dodało twórczej odwagi. Ich wrażliwość udzielała się natychmiast. Współpraca w zespole  była przyjemnością. Wspólny pomysł, by powstał zapis nutowy na pięciolinii, a drugi takt ubarwić jaskółkami przypadł do gustu całej trzynastce. Świadczy to, że w wyniku realizacji projektu uczestnicy rozwinęli twórcze myślenie i pogłębili umiejętności społeczne.

Równolegle pracowała grupa muzyczna: Alicja Pawlak, Kałamarz Zuzanna, Senkowska Wiktoria, Ciechomska Paulina z ZSP im. Wł.  Andersa w Złocieńcu pod okiem Gabrieli Maliny. 

Mural jest wielozmysłowy, interaktywny. Nie tylko można go zobaczyć, można go również usłyszeć. Muzyka bez muralu i mural bez muzyki to tylko zwykły mural i zwykła muzyka. Muzyka konkretna. Muzyka naszego miasta, dźwięki, z którymi część się oswoiła, których być może już nie słyszy stały się tematem. (zał. O muzyce konkretnej i wrażenia dziewcząt podczas tworzenia ścieżek – Joanna Turczyn) Montaż okazał się frajdą, ciekawym doświadczeniem i jednocześnie kreatywnym przedsięwzięciem. Podczas realizacji projektu między uczestnikami wytworzyła się swoista synergia, polegająca na zaufaniu, doskonałej komunikacji – zarówno bezpośredniej, jak i poprzez Internet – oraz gotowości do działania. Uczestnicy warsztatów pomagali sobie wzajemnie, udostępniając niezbędny do realizacji utworów muzycznych sprzęt elektroniczny osobie, która nim nie dysponowała. Warta podkreślenia jest również kreatywność wynikająca z potrzeby pozostawania „na bieżąco” z działaniami grupy – jedna z osób, nieposiadająca komputera, zainstalowała Skype’a na smartfonie, by móc uczestniczyć w zaplanowanej konferencji internetowej. Podobną pomysłowością wykazała się osoba, dla której barierę stanowiły ograniczenia technologiczne pozostającego w jej dyspozycji urządzenia do rejestracji dźwięku – po nagraniu sporej liczby nagrań okazało się, że nie ma możliwości przesłania ich do komputera. W tej sytuacji uczestniczka warsztatów „ręcznie” przegrała zapisane dźwięki na inne urządzenie, tak aby można było wykorzystać je do produkcji utworu muzycznego. Przykłady te świadczą jednak nie tylko o inwencji poszczególnych uczestników, ale przede wszystkim o ich zaangażowaniu i obowiązkowości, wynikających z pracy w grupie, które zostały wzbudzone w ramach realizacji projektu.

Powstał kod QR, dzięki któremu każdy przechodzień w krótkim czasie na swoim telefonie komórkowym jest w stanie zapoznać się z muzyką. Zaskakujące okazało się doświadczenie podczas spaceru wzdłuż muralu ze słuchawkami na uszach. Domki ożyły, mural zaczął tętnić życiem. To pierwszy interaktywny mural! „Chodź, pomaluj mój świat” Wystarczyło hasło i z zapałem wyczarowali świat, którego stali się częścią. Młodzież i dzieci - każde z nich zostawiło cząstkę siebie. 

 

Realizacja projektu „Chodź, pomaluj mój świat” była możliwa dzięki EKDUS - programowi wspierającemu inicjatywy skierowane do młodych ludzi.

Oto jak się prezentuje płotal – mural w całej okazałości.

 

Joanna Turczyn