Małgorzata Frymus - Szczecin - 03 sierpnia 2016

Trzeci sierpnia, deszczowa, szczecińska środa. Spotykamy się w naznaczonym tysiącami dobrych działań Teatrze Kana. Czarna sala wywołuje z pamięci spektakle, koncerty i dyskusje, które każdy z nas już tam przeżył, budzi nieco onieśmielenia , ale jednocześnie pewność, że dzień, który tu przeżyjemy, będzie mądry i dobry.  Warkocz i ciepły głos Małgosi prowadzą nas jednak do sali obok, gdzie nasza kilkunastoosobowa grupa może zasiąść wokół pamiętającego niejedno, długiego stołu, otoczona zapachem dobrej kawy, setkami książek, obrazami, rekwizytami, pamiątkami. I ten portret Zygmunta Duczyńskiego ponad głowami…

Najpierw przedstawia nam się prowadząca Małgorzata Frymus. „Zaczęłam pracować w radiu, bo lubiłam, żeby się coś działo, a teraz wiem, że jest ono jak klucz, który pozwala skontaktować się z każdym prawie człowiekiem” – mówi patrząc na nas z ciekawością. My też się przedstawiamy, po czym słyszymy, że „wszystkim nam blisko do siebie”. To doświadczone dziennikarskie  ucho i ta  czuła czujność kupują nas natychmiast, w związku z czym łagodnie, niemal mimochodem zanurzamy się w pierwsze ćwiczenie.

 Małgosia opowiada o tym, że dopiero gdy nagrywa, zaczyna selektywnie postrzegać otaczające ja dźwięki, np. tykanie zegara w pokoju czy przejeżdżający pociąg. Proponuje, byśmy zbudowali obraz jakiegoś pomieszczenia z pojedynczych dźwięków w nim słyszalnych tak, by reszta grupy zgadła, gdzie rozgrywa się akcja. Próbujemy. Pawilon więzienny, kuchnia, do której skrada się kilkuletnie dziecko, koty i ptaki o świcie w sypialni, wieża widokowa w mieście, pokój nastolatki. A to gdzie? „ Odgłos otwieranych, starych i ciężkich drzwi, kroki, plusk wody, niewielki, kropelki zaledwie, kroki kobiecych nóg w obcasach, skrzypienie drewna”. Dopytujemy, precyzujemy, nie możemy zgadnąć. Kościół. A to skrzypienie  na końcu? To ławka ze starego drewna, na której się siada. Aha.  Mówimy o tym, że trzeba uważnie przemyśleć dźwięki, z których chcemy w audycji zbudować obraz przestrzeni i że często nie są one nagrane na żywo i w rzeczywistym czasie. Na przykład mikrofon zainstalowany w sali gimnastycznej dałby tylko zapis chaotycznego hałasu, natomiast radiowiec zbuduje obraz z odpowiednio zarejestrowanych i nałożonych na siebie dźwięków pojedynczo odbijanej piłki, gwizdka, tupotu nóg na parkiecie, przyspieszonych oddechów itp. Jak te dźwięki nagrywać?   Odtwarzać z natury czy tworzyć w studiu? Jakiego sprzętu przy tym używać? Czy uczniowskie telefony wystarczą? Co z montażem? Jakiego programu przy tym używać?  Pytania się mnożą i są coraz bardziej szczegółowe. Małgosia podsumowuje : „Wasza mądrość w tym, by wyselekcjonować dźwięki i znaleźć sposób, by je nagrać”.  Jasne. 

Udajemy się do budynku Radia Szczecin. To druga część warsztatów. Przeżywamy ją ogromnie, bo dla nas wszystkich jest to pierwsza w życiu możliwość zobaczenia i dotknięcia tego, co zwykle się tylko słyszy. Legendy dziennikarstwa na fotografiach w korytarzu i przemykające obok nas z kulturalnym „Dzień dobry” skierowanym do Małgosi robią wrażenie. Staramy się nie przeszkadzać w pracy, poruszamy się niemal bezszelestnie.  Wchodzimy do Studia R-4, żeby sprawdzić, jak w praktyce wygląda realizacja wniosków, do których doszliśmy przy stole w Kanie. Ciekawostka – ściany w tym pomieszczeniu są dalekie od symetryczności i gładkości, z założenia mają mnóstwo załamań, zaułków, nierówności, pokryte są różnymi materiałami – od surowej cegły do miękkiej tkaniny, podobnie wygląda pofałdowany i różnopłaszczyznowy sufit. Wszystko po to, by  dźwięk tu rejestrowany był w miarę możliwości naturalny, pozbawiony sztucznego pogłosu. Jest nawet specjalnie zbudowany kawałek drewnianej podłogi, w razie gdyby trzeba było dograć kroki, a nawet metalowa sztabka na wieszaku, która w razie potrzeby zadźwięczy jak kościelny czy ratuszowy dzwon.  W kolejnym pomieszczeniu – stół do rozmów, nie okrągły , ale prawie. To miejsce, skąd nadawane są audycje na żywo, na przykład z gośćmi. „Ludzie chcą, żeby do nich mówić- dzieli się doświadczeniami Małgosia.- Stąd wielka popularność addycji, które rozwijają jeden temat w ciągu co najmniej pół godziny”. „Mam szczęście, bo mam „Trochę kultury” – dodaje, a my słyszymy dwuznaczność tego stwierdzenia i uśmiechamy się dyskretnie.       

Jak zrobić dobrą audycję? – pytamy .    Małgorzata Frymus odpowiada spokojnie i szczerze.    Mówić do słuchaczy zakładając, że są mądrzejsi ode mnie. Wiedzieć kto jest moim odbiorcą i o czym chcę powiedzieć. Mówić tak, jak samemu chciałoby się słyszeć. Nie uciekać od swoich emocji, dzielić się  nimi nawet w bezpośrednich relacjach z wydarzeń.     Starać się tworzyć    ciepły klimat w przestrzeni audycji, która jest jeszcze jednym sposobem mówienia do drugiego człowieka.    Hmm…

Na koniec, znów w gościnnej Kanie, słuchamy reportażu naszej dziennikarskiej przewodniczki  pt. „Batumi” . Rozmawiamy nie tyle o technicznej stronie realizacji audycji, ile o istocie owego „klucza do porozumienia”, od którego zaczęliśmy dzisiejsze spotkanie.     Żegnamy się  zaciekawieni  światem dźwięków prowadzących do ludzi, ale też z nadzieją, że i nam takie wędrówki nie tylko na ekdusowych ścieżkach mogą się przydarzyć.         

 

Alina Karolewicz