Daniel Jacewicz, Dariusz Skibiński - Złocieniec 20 - 21 maj 2016

Sala widowiskowa Złocienieckiego Ośrodka Kultury w piątkowe majowe  popołudnie powoli wypełnia się gośćmi. Mamy kawę, wodę, herbatniki i owoce, ze sobą przynosimy ciekawość nowych działań, apetyt na artystyczne przygody i całe morze własnych doświadczeń. Niektórzy z nas mają ich więcej, inni dopiero chcą zacząć realizować z młodzieżą te popularne ostatnio „projekty”. Cudzysłów ma w tym miejscu znamiona lekkiej złośliwości, której źródła należy upatrywać w różnicy między ogromem pracy włożonej w napisanie wielostronicowego materiału opisującego planowane działania (np. „rezultaty twarde i miękkie” sic!) a relatywnie rzadką satysfakcję z otrzymania dotacji na ich realizację. Ale przecież czasem „się udaje”, czasem jednak jakaś komisja nam zaufa i powierzy  grosik. Przecież właśnie dlatego tu jesteśmy, że lubimy  z młodzieżą i dzieciakami działać niestandardowo i najczęściej pozainstytucjonalnie, że nasze pasje i energia  otwierają furtki do zaczarowanych ogrodów wrażliwości na świat i radości życia. 

Zapełniamy więc przestrzeń wielkiej sali ciekawością działań i nowych dla nas ludzi. Na to też liczymy – na poznanie innych kulturowych ryzykantów, których pomysły i energia będą mogły nas wesprzeć i zainspirować. Niektórych już znamy i witamy się entuzjastycznie, większość jednak na razie przygląda się sobie z ciekawością. Ustawiamy więc krzesła w ogromnym kręgu i … zaczynamy. Na początek nasi liderzy – tuzy kultury i działań na rzecz społeczności lokalnych. Przedstawiają się kolejno Daniel Jacewicz, Dariusz Skibiński, Józef Szkandera i Dariusz Mikuła. Poznajemy też Jolantę Smulską – dyrektora ZOK i Monikę Kuczyńską – koordynatorkę do spraw organizacyjnych. Panowie długo mówią o założeniach projektu „Bardzo Młoda Kultura” zawartych w skrócie EKDUS, czyli Edukacja Kulturowa dla Umiejętności Społecznych. Rozumiemy, że chodzi tu o różne rodzaje aktywności wynikające z dobrze zdiagnozowanych potrzeb młodzieży, że priorytetem jest zbliżenie kultury i edukacji, podejmowanie wspólnych działań przez nauczycieli i artystów i że celem owych inicjatyw ma być zdobywanie coraz doskonalszych umiejętności społecznych. Mój losie, cóż to za język! Ta projektowa nowomowa sprawia, że entuzjazm w naszych oczach gaśnie. Sylwetki w kręgu jakby się kurczą, głowy pochylają, uśmiechy znikają. Coś poszło nie tak. Darek i Daniel, którzy już z niejednego teatralno-społecznego pieca chleb jedli, usiłują tłumaczyć raz jeszcze, przytaczać przykłady ze swojego artystycznego życia, ale im bardziej zapalają się w tych opowieściach, tym mniej my, reszta kręgu, wierzymy w swoje możliwości. „Diagnoza”, „zaprosić autorytety”, „kontakt z rzeczywistością ma być skuteczny”, „wzmocnić siebie”, „nie bać się np. śmiechu innych”, „edukacja KULTUROWA, nie mylić z kulturalną”… Oj, dalej nie tak. Mamy ochotę uciec.  Ten kilkuosobowy monolog wielkich wbija nas w poczucie niekompetencji i niemocy.  W końcu kilkoro z nas zbiera się na odwagę i zaczynamy zadawać pytania.  Jak rozumiecie skuteczną diagnozę w przypadku dzieci? Co nam da udział w EKDUSie, skoro i tak tyle robimy i bez tego? Skąd my tych artystów weźmiemy, przecież mieszkamy w małych miejscowościach daleko od placówek wielkiej kultury i nikogo takiego nie znamy? Jak damy sobie radę z rozliczaniem budżetów? Co mam wymyślić, jeśli, jak twierdzicie, to, co robimy do tej pory to „utarte ścieżki”? 

I zaczęła się dyskusja. Burzliwa i ognista. Aż wrzało. Pojawiły się rumieńce, podniesione głosy, cisza patu, jednym słowem – emocje. I dobrze, bo to one pozwoliły nam rozbić mur między „nimi” a „nami”, zaczęliśmy się dogadywać. Zobaczyliśmy też w sobie nawzajem, w ludziach siedzących w tym za dużym jak na kontakt kręgu, ciekawe osobowości, pasje, wielkie, podobne do naszego, zaangażowanie. Zrozumieliśmy, że różnimy się nie tylko dziedzinami, jakimi się zajmujemy, ale też doświadczeniem (od początkujących po stare wygi) i temperamentem. Różnice te jednak wydały się nam inspirujące, bo świadomie czy nie zaczęliśmy szukać w krzesełkowym towarzystwie sprzymierzeńców, bratnich dusz, a nawet (już!) partnerów do realizacji przyszłych pomysłów. Poszukiwania trwały do późnych godzin nocnych…

Kolejny dzień witaliśmy z większym entuzjazmem niż poprzedni. Już widzieliśmy więcej. Radosną energię uaktywniliśmy w kilku, tym razem praktycznych, zadaniach. Na przykład w trakcie projektowania i omawiania logo EKDUSa. Teraz widzieliśmy ludzi w ludziach. Cichy Krzysiek jest kuglarzem (może by przyjechał do nas na festyn?), Kinga to wulkan energii i radości, Paula to aktorka ze szczecińskiej Kany, a Nastia i Oleh to lalkarze z goleniowskiej Bramy (przydadzą się, oj, przydadzą), Luiza pracuje w świetlicy w maleńkim Stolcu, a malarz Tomek jest dyrektorem w Kaliszu. I jeszcze Roma od tańca, Asia poetka marząca o muralu, druga Aśka zna się na nowym cyrku, cokolwiek to znaczy. Od Czaplinka i Kalisza po Goleniów i Szczecin, od Wałcza po Sławno wszędzie aktywni, otwarci, rozentuzjazmowani dorośli, gotowi na niejedno poświęcenie , by „dzięki pasji wyjść z perspektywy lokalnej w świat” ( że zacytuję Darka Skibińskiego).

A swoją drogą – co jest złego w „perspektywie lokalnej”? Czyżby była poza „światem”? Hmm… Pogadamy o tym na kolejnych warsztatach?

 

Alina Karolewicz

 

Zapis warsztatów

zdjęcia: Agata Bożek

Galeria