Dominika Jasińska - Biały Zdrój - 18 - 20 lipca 2016

fot. Tomasz Bukowski
fot. Tomasz Bukowski

Lasy, pola, lasy, zielone wzgórza, jeziorko, znów las – droga do Białego Zdroju wydawała się formą przejścia na drugą stronę lustra, zanurzaniem się w mało realny, choć niewątpliwie wyjątkowo urokliwy świat poza powszednią bieganiną i hałaśliwą cywilizacją. Ten wyzłocony słońcem zielono-błękitny spokój przyrody wprowadzał powoli w kilkudniowy świat zamyśleń nad sobą, wypowiadanymi na co dzień słowami, ukrywanymi i demaskowanymi uczuciami, nierozumianymi potrzebami. Nie było łatwo zostawić za sobą niedoskonałości codzienności, ale podjęliśmy i tę próbę.

Przecudna wioseczka z szeregami domków jak z bajki, z ogródkami, spadzistymi dachami i kończącymi się na linii horyzontu podwórkami to miejsce, gdzie przyszło nam zmagać się ze stereotypami i utartymi ścieżkami w kontaktach z ludźmi. Dom Doroty Izdebskiej i Tomka Bukowskiego stał się na kilka dni naszą przestrzenią poszukiwań, a przewodniczką  w nich Dominika Jasińska z Gdańska.

fot. Tomasz Bukowski
fot. Tomasz Bukowski

Usiedliśmy w kręgu. Kilka słów prezentacji, chwila integracji w kilkuosobowych grupkach, nastrój gotowości do podjęcia każdego zadania. W środku, pomiędzy nami pojawiły się  kolorowe ścieżki. To prowadząca ułożyła na podłodze garść kolorowych arkuszy z hasłami, które jeszcze nie były dla nas jasne. Patrzyliśmy jak urzeczeni na to, jak stąpa po tych kolorach, porządkując je jednocześnie i nadając coraz bardziej zrozumiałe znaczenia. Jedna ścieżka to osądy i żądania, interpretacje, porównania i oceny, druga to fakty, uczucia i potrzeby. Jedna to niemożliwość porozumienia, druga to szansa na nie. Tylko dlaczego są tak niepokojąco blisko siebie? Mamy wrażenie, że czasem są nie do odróżnienia, że przenikają się i mieszają, zaczynamy się denerwować i zadajemy przypominające atak, pełne powątpiewania pytania. Nadzieją na rozwikłanie zagadek jest tylko niezmącony spokój i łagodność Dominiki. To może poćwiczymy. Człowiek najskuteczniej uczy się poprzez działanie.

fot. Tomasz Bukowski
fot. Tomasz Bukowski

Przekształć ocenę/ interpretację w fakt/ obserwację” – na przykład zamiast „Moja siostra mnie wykorzystuje” powiedz „W tym tygodniu dwa razy posprzątałam jej część pokoju”. Aha. A zamiast „Nie można na tobie polegać” – „Nie odebrałeś dziś dziecka z przedszkola”.  Zaczynamy rozumieć – stwierdzamy fakty, to, co widzimy, bez oceniania czy nie zawsze uprzejmych przytyków. Teoretycznie dajemy radę, gorzej wypada zadanie praktyczne. Dominika prosi jednego z nas o pomoc w zagraniu scenki. Ona wchodzi do pomieszczenia i zasypuje go stwierdzeniami o tym, że mieli coś wspólnie zrobić, przypomina, złości się, powtarza, mówi, że on jej nie słucha. Bo rzeczywiście on w tym czasie skupiony jest na swoim telefonie, coś tam wystukuje i tylko pomrukuje „Uhm”. Naszym zadaniem jest napisać na karteczkach, co widzimy. Mają być fakty, bez oceniania i interpretacji. Cóż, słabo nam poszło. Na jakieś trzydzieści karteczek poprawne były dwie… Uuuu… To nami naprawdę wstrząsnęło. A więc tacy jesteśmy? Tak łatwo posłużyć się stereotypami i w efekcie zaprzepaścić możliwość porozumienia? A przecież to tylko prosta scenka, życie jest o wiele bardziej skomplikowane. Każdy z nas pomyślał wręcz „moje życie”.  Co teraz?

Ćwiczenie za ćwiczeniem, zadanie kroczy za zadaniem, najczęściej w parach lub małych grupach, wciąż zmieniających się. Jesteśmy coraz spokojniejsi, coraz bardziej uważni, czujni na słowa i reakcje, powoli zmieniamy nawet tempo mówienia na o wiele wolniejsze,   jesteśmy bardziej zamyśleni, mamy więcej czułości dla siebie samych i innych wokół. Kiedy przychodzi wieczór, siadamy pod małym daszkiem na werandzie, patrzymy na zieloną przestrzeń przed nami i niespiesznie snujemy opowieści o tym i owym, a one dziwnie splatają się ze sobą, zaciekawione jednością czy choćby podobieństwem. Kiedy zapada ciemność, siadamy wokół drewnianego stołu i śmiejemy się serdecznie z efektów pobudzenia naszej wyobraźni przez dziwne obrazki ponadpokoleniowej gry planszowej. Stare konie, pełne życzliwości, ciepła i radości.

Słońce kolejnego dnia sugeruje nam urządzenie zajęć w plenerze. Wędrujemy  z krzesłami od cienia do światła, a w kolejnych proponowanych przez Dominikę zadaniach szukamy zastosowania modelu : obserwacja – uczucie – potrzeba - prośba w naszych zawodowych i prywatnych światach. Uczymy się nowych językowych zachowań w sytuacjach, które do tej pory uważaliśmy za stresowe, ewidentnie prowadzące do konfliktów. Przekonujemy się, że przełożenie fatalnego i bolesnego dla nas zachowania innego człowieka na język obserwacji, uczuć i potrzeb sprawia, że podchodzimy do sprawy ze zrozumieniem, nie czujemy się dotknięci czy zaatakowani, potrafimy zareagować spokojnie i rozsądnie, a nawet, choćby po wielu latach, wybaczyć,  poczucie krzywdy zamienić na troskę, nierozwiązywalny konflikt rozplątać z lekkością letniej mgły.

Skąpany w zieleni lasów i łąk Biały Zdrój, tak jak zapowiadał, zabrał nas na drugą stronę lustra. Daleko od codzienności przyjrzeliśmy się sobie samym – łagodnym, otwartym, życzliwym i spokojnym. Miło byłoby wierzyć, że uda się nam ponieść to dalej, na kolejne nasze ekdusowe drogi.

 

Alina Karolewicz

zdjęcia Tomasz Bukowski

Galeria