Kobiety - historie niezwykłe

 

Sprawa czarownic jest sprawą płci - tysiące, a może nawet miliony ofiar tych polowań, polowań na czarownice, to niemal wyłącznie kobiety. Wedle naszych, dzisiejszych ocen nieważne, czy płonące na stosach, pławione i ścinane kobiety rzeczywiście parały się magią, czy po prostu wykazywały nieznośną dla otoczenia samodzielność i siłę charakteru. Prześladowane za inność, za przełamywanie schematów i tabu - nie przegrały tej wojny, bo wciąż ich przybywa i wciąż fascynują, pociągają...

 

Zaczęło się w piątkowe popołudnie od prezentacji wprowadzającej w temat, przygotowanej przez Macieja Łukaszewicza, oraz rozmowy moderowanej przez Katarzynę Pojawę. Kasia zwykle rozpoczynała warsztaty sesją psychologicznych warsztatów, mających na celu rozdrapanie, pootwieranie uczestników, tak, by popłynęły w nich, od nich i przez nich - autentyczne myśli i emocje. Tym razem stało się inaczej, bowiem zadanie rozdrapania i pootwierania było zadaniem domowym: uczestnicy mieli przywieźć ze sobą gotowe opowieści, historie bliskie i dalekie w czasie i przestrzeni, których efektem była rosnąca lista "czarownic", swoistych patronek tych warsztatów. Sydonia von Borck, szczecinianka skazana na śmierć za czary. Świętosława - Sygryda Storrada, królowa Wikingów, Elżbieta Cherezińska, kołobrzeżanka, która napisała o niej świetną powieść. Coco Chanel. Kolejna szczecinianka: caryca Katarzyna Wielka. Lista powiększała się także o czarownice biorące udział w tych warsztatach... Temperatura rozmowy dobrze wróżyła mającym się nazajutrz rozpocząć zajęciom w grupach.

 

Dzień drugi zaczął się od "porannego seksu": otrzymaliśmy wygłoszony przez seksuolożkę Katarzynę Pojawę wykład na temat kobiecej (i nie tylko) seksualności. Temat wywołał gorącą dyskusję, choć ciągle większości z nas trudno otwartym tekstem o tym mówić. 

Wreszcie grupy rozeszły się po salach i piętrach szczecińskiego Inkubatora Kultury. Tak się tym razem złożyło, że kierunki poszukiwań i obszary działań wszystkich trzech grup mocno były ze sobą spokrewnione, wyraźnie różne było tylko rozłożenie akcentów w obszarach artystycznej penetracji. "Storytellerki" z grupy Katarzyny Jackowskiej-Enemuo, prócz tkania fabuł i światów przedstawionych, ćwiczyły wpisywanie się w muzyczne harmonie i rytmy. Chór czarownic prowadzony przez dyrygentkę Joannę Sykulską, prócz dobywanych z dna duszy i wyżyn kosmosu dźwięków i cisz - tworzył tekst i pracował nad słowem. A grupa filozoficzno-poetycka, prowadzona przez niżej podpisanego, tworząc metaforyczną ekspresję myśli i uczuć, szukała źródeł słów w głębokościach oddechu, w nieartykułowanych i asemantycznych dźwiękach z dna mowy. 

Po kolacji, zjedzonej w miejscu zakwaterowania - hostelu "Cuma", nastąpił na tyłach Inkubatora czas międzygrupowej integracji przy ognisku - na ten jeden wieczór kapryśna jesień pokazała łagodniejszą twarz.

 

Trzeci dzień warsztatów to czas domykania tego, co "otwarte i rozdrapane". Efektom pracy w grupach trzeba było nadać komunikatywną formę, dającą się przekazać światu, trzeba było swobodną, czasem wręcz gwałtowną ekspresję, ten tygiel bulgoczących brzmień, emocji i słów - ująć w ramy racjonalnej dyscypliny. W samo południe odbyła się prezentacja. Wyszło jak zwykle - to znaczy wyjątkowo i zaskakująco zarówno dla widzów, jak samych uczestników. Najpierw na inkubatorowej scenie poetki z "Damskiego klubu" przeprowadziły widzów przez doświadczenie narodzin, przez nieznane bóle, poprzez dobitnie wypowiedziane doświadczenie śmierci - do symbolicznych nowych narodzin - kobiety "kosmicznej", wolnej, niczyjej. Widzowie, przepędzeni ("A kysz!") do kolejnej sali, schwytani zostali przez opowieści jak z tysiąca i jednej nocy (matki wszystkich baśni), pełne życia, emocji i obrazów, i przeniesieni do świata gawędziarek, aojdów i wajdelotów. Na koniec swój czar rzuciła pieśń, wciągając w swój krąg, w swój sen... Dźwięki, melodie i słowa uruchomiły wyobraźnię wszystkich obecnych, uchyliły drzwi do jedności natury i kultury, dając przez chwilę intensywne poczucie wspólnoty.

 

Po spektaklu przyszedł czas podsumowań. Uczestnicy, dzieląc się opiniami, zgodni byli co do tego, że - nawet jeśli przybyli na warsztaty z obawami i sceptycyzmem - wyjeżdżają z nich z ładunkiem twórczej energii, materiałem do myślenia, inspiracją do nowego, innego działania.

 

Wojtek Czaplewski