Józef Szkandera - Stara Studnica - 9 sierpnia 2016

Stara Studnica

9 - 10 sierpnia

- Projekt Twojej ekdusowej inicjatywy powinien być już gotowy! Za kilka dni upływa termin jego złożenia! A tu tyle wątpliwości! – słyszymy w tyle głowy coraz bardziej nerwowe „próby motywacji” .  Oczywiście każdy z nas wie od dawna, co chciałby robić z młodzieżą, ale jak to zmieścić w projektowych rubryczkach? To przekleństwo takich ludzi jak my – animatorów, pasjonatów, pozytywnie zakręconych wiecznych wolontariuszy. Kochamy pracę z dzieciakami, bez działań artystycznych nie wyobrażamy sobie życia, mamy głowy pełne fantastycznych pomysłów, ale zdobycie na to funduszy to już inna para kaloszy. A do tego te rubryczki! Rezultaty twarde i miękkie, harmonogram działań ( kazać to robić artystycznym duszom to doprawdy okrucieństwo ) - to wszystko już przyprawia o ból głowy , a co dopiero koszty kwalifikowane w kalkulacji planowanego przedsięwzięcia w stu tysiącach cyferek w różnych konfiguracjach!!!  „Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie!”,  jak temu podołać? 

Spokojnie, ekdusowi koordynatorzy czuwają. Wiedzą, czego nam trzeba i wyciągają pomocną dłoń. Wszystkich ogarniętych projektową paniką zaprosili na dwudniowe konsultacje wspierające i wyjaśniające. Jako miejsce spotkania zaproponowano Świetlicę Wiejską w Starej Studnicy w pobliżu Kalisza Pomorskiego. Miejsce okazało się niezwykle urokliwe, jak to na Pomorzu, „pośród łąk zielonych szeroko” między lasy i deszczowym niebem „rozciągnionych”, że  posłużę się frazą wieszcza.  A w owej  Studnicy siedliśmy wokół drewnianego stołu, popatrzyliśmy na siebie i … stres minął. Spokojny jak krajobraz wokół Józef zainspirował nas do opowieści. Długich, ciekawych opowieści o nas samych, o pracy z różnymi grupami społecznymi, o pasjach, najciekawszych zrealizowanych projektach, o tym, jak odnajdujemy się w świecie sformalizowanych budżetów i konieczności schodzenia z artystycznych i pedagogicznych chmur na ziemię  terminów, konkursów, konieczności i zależności. Była to znakomita okazja do zadawania od dawna nas nurtujących pytań, na które nigdy nie było czasu w wirze  poprzednich warsztatowych działań. Odpowiedzi zawierały nie tylko fakty, o wiele ciekawsze były refleksje nimi spowodowane, malowane słowem obrazki z życia permanentnie głodnych wrażeń pasjonatów kultury, wspomnienia owocujących do dziś spotkań sprzed czasem wielu lat. O tomiku wierszy Joasi, o studium tanecznym, na którym spotykałyśmy się z Romą, o Grotowskim w życiu Józka i  żywiołowym korowodzie w Barcelonie z podróży Joli, o samplowaniu dźwięków miasta Gabrysi i „Odysei umysłu” Ani, o lecie z dzieciakami w Sławnie i historii zaklętej w białym głosie. Kilka godzin minęło nam jak sen jaki złoty, bo w każdej usłyszanej historii odnajdywaliśmy samych siebie, swoje zachwyty i rozczarowania,  swoje wątpliwości i swoją nie wiedzieć jakim cudem niewyczerpaną siłę do nieustannego sięgania wyżej i wyżej, jak mawiali starożytni -  „Per aspera ad astra”.  Taki los…

Chłód sierpniowego popołudnia i wieczoru kazał nam opuścić zieloną przestrzeń dyskusyjno-refleksyjną i przenieść się do sali studnickiej świetlicy. Tam oczywiście, jak w tysiącach znanych nam dobrze, podobnych miejsc,  z każdego kąta wygląda jakieś lokalne działanie – a to dziergane serwetki, a to świeczki samodzielnie wyprodukowane,  papierowe łabędzie czy pęki gotowych do użycia kolorowych kredek. W swojskim otoczeniu zabraliśmy się za nasze projekty. Aż huczało! Pary artysta – nauczyciel dogadywały szczegóły swoich inicjatyw, Józef i Jola – złocienieccy koordynatorzy „Bardzo Młodej Kultury”  konsultowali gotowe już dokumenty oraz, zasypywani gradem trudnych pytań, wyjaśniali zawiłości projektowych formalności. Bardzo byli dzielni , a my za to coraz bardziej zdesperowani.  Trwało to wiele godzin. W tym czasie sprytna koleżanka Asia przeprowadziła z nami (wszystkimi!) wywiady na temat korzyści płynących z EKDUSa.  Tytuł kaliskiego miesięcznika społeczno-kulturalnego, który znaleźliśmy w świetlicy, znakomicie oddaje atmosferę tej części spotkania  : „Wirówka”.

W końcu przyszedł czas na rozmowę o przyszłości. Na wielkich arkuszach przyklejonych do ściany Ola z Goleniowa zapisała wszystkie zgłaszane przez nas inicjatywy, Józef zaś rejestrował terminy i propozycje spotkań z naszymi artystycznymi autorytetami w najbliższych miesiącach. Ustaliliśmy m.in. , że koniecznie należy zorganizować spotkanie podsumowujące na początku grudnia, kiedy będziemy mogli podzielić się doświadczeniami i wrażeniami z realizacji pierwszych naszych działań z młodzieżą.  Burza mózgów wygenerowała zapis naszych propozycji i potrzeb warsztatowych na rok 2017, wśród których znalazły się np.  małe formy literackie, hip-hop, praca metodą dramy, tworzenie filmów czy operowanie światłem w widowiskach scenicznych. Jak się okazało nasz artystyczny apetyt rośnie w miarę jedzenia – co było do udowodnienia.

                        Do zobaczenia!         ( w grudniu po południu )

Alina Karolewicz