Wartości w Czasach Niepokoju.

Relacja

 

Warsztaty "Wartości w czasach niepokoju" rozegrały się w środę, czwartek i piątek w samym środku lutego. Miejsce akcji: Międzynarodowe Centrum Spotkań i Studiów im. Dietricha Bonhoeffera oraz sale Szczecińskiego Inkubatora Kultury. Tytuł warsztatów zapowiadał, że "będzie bolało" - bo czasy, w których przyszło nam żyć i działać, są niełatwe, niepokoje - głębokie. A wartości to sprawy ważne, więc zwracanie się ku nim w dobie kryzysu, chaosu, płynnej rzeczywistości, indyferentyzmu i relatywizmu - wymaga trudu, niezgody na łatwiznę i mierzenia się z oporem intelektualnej i emocjonalnej materii. Te trzy dni to był czas burzenia i tworzenia ładu, spotkań i zderzeń.

 

Dzień pierwszy

- był chyba przede wszystkim dniem spotkania z niepokojem. Rozpoznanie go na zewnątrz i wewnątrz siebie dokonało się na warsztacie psychologicznym, gdzie "mrocznym cicerone" była Katarzyna Pojawa. Mapy dylematów, gorące dyskusje i licytowanie wartości. Zabawa i szczerość, i możliwość zdziwienia się sobą. Został pożyteczny ból głowy i poczucie braku puenty. Taki właśnie był plan: zostawić nas w stanie otwarcia i wewnętrznego "rozgrzebania", otworzyć wnętrze z zawartością, która stanie się materiałem do twórczej działalności, kiedy zacznie się 

Dzień drugi

Najpierw dokonał się nowy podział warsztatowiczów i warsztatowiczek na grupy, pracujące pod opieką instruktorów: Jacka Hałasa (ruch - ciało - taniec - dźwięk), Marka Kościółka (działania teatralne) i Wojciecha Czaplewskiego (tworzenie tekstu). Zaczęło się od wspólnej zabawy tanecznej: uwolnione tańcem ciało otworzyło przestrzeń swobody dla ducha. Jacek Hałas niczym flecista z Hameln rozprowadził uczestników do pomieszczeń w Inkubatorze Kultury i zaczęły się wielogodzinne zajęcia w grupach. Nieoczekiwanym deserem tych zmagań okazała się możliwość obejrzenia dwóch spektakli: najpierw "To Face" Teatru Krzyk w reżyserii Marka Kościółka, a potem Mrożkowego szlagieru "Zabawa" z rewelacyjnym aktorskim udziałem tegoż Marka Kościółka. Teatralny antrakt sprawił, że część warsztatowych zajęć toczyła się do późnej nocy.

 

Dzień trzeci

- był dniem spotkania i swoistego "skonsumowania" efektów dotychczasowej warsztatowej pracy. Każda z grup warsztatowych stworzyła coś, czym gotowa była podzielić się ze światem. Pomiędzy te przygotowane, zamknięte formy za sprawą Jacka Hałasa wdarł się duch improwizacji: grupy weszły w interakcje, zaczęły wchodzić sobie w paradę - i te zderzenia wykreowały nową jakość. Ostateczne spotkanie nastąpiło w końcowej prezentacji. Wszyscy uczestnicy zostali raz jeszcze roztańczeni, potem taniec zaczął wyraźniej coś znaczyć, przekształcając się w symboliczny rytuał, puentowany dramaturgicznymi etiudami i poetyckim słowem. Wreszcie uczestnicy dotarli do salki teatralnej, gdzie ze sceny padły ważkie słowa: o lękach, o szukaniu sensu, prawdy i tożsamości... Metafory zbudowane ze słów zostały spuentowane metaforą teatralną - karkołomnym improwizowanym przemarszem po oparciach krzeseł, któremu towarzyszył obrzędowy śpiew, zakończonym ustanowieniem symbolicznej duchowej wspólnoty.

 

 

Potem jeszcze był czas rozmowy, czas podsumowań - ale to, co naprawdę się w ciągu tych trzech szczecińskich dni wydarzyło, docierać do nas będzie przez następne dni i tygodnie. To właśnie powinny EKDUSowe warsztaty robić: dawać do myślenia.

 

Wojciech Czaplewski